piątek, 14 stycznia 2011

El Camión

Codziennie po całym miasteczku jeździ ciężarówka z głośnikami z których dobywają się dźwięki żewnych tang. Jak prorok zwiastujący apokalipsę, przemierza śmierdzące ulice głosząc rychły upadek cywilizacji. Mija znudzonych tubylców sprzedających przegniłe owoce guanabana, mija mormonów w pożółkłych od potu białych koszulach i kaznodzieji wszelkich innych podejrzanych wyznań, próbujących się dorobić na ludzkim nieszczęściu i głupocie. Mija stare pomarszczone indianki sprzedające pieczoną świńska skórę, ulicznych sprzedawców mięsa, szpetnie powyginane kaleki żebrzące o jałmużne. Mija małe dzieci dłubiące w nosie i całującą się albo palącą mote na placach zabaw młodzież licealną. Skręca w lewo, mija mężczyzn w podrabianych koszulkach piłkarskich, siedzących na krzesłach pod sklepem żelaznym, pijących piwo i oglądających mecz na małym telewizorku. Skręca w prawo, mija zakład fryzjerski, pod którym pobite przez swoich caballeros panie domu, oglądają lokalne telenowele, wspólnie płaczą i marzą by znów mogły być piękne. Mija kościoły, burdele, jedyny w okolicy szpital (tuż obok jest cmentarz i tylko tam nie jeździ ciężarówka). Odwiedza La Poze lokalną dzielnicę nędzy i rozpaczy, zapuszcza się w ciemne zaułki Las Palmeiras gdzie można kupić tanio puro columbiano, stracić życie przy spotkaniu z cudzą maczetą, albo odebrać życie komuś wynajmując asesino za niecałe 50 dolców. Jeżdząc obrzeżami miasta mija mizerne haciendy i plantacje bananów wielkich światowych koncernów, na których za psie pieniądze od świtu do nocy charują bananeros, czyli połowa populacji miasta, od 12 do 60 roku życia. Co jakiś czas mija i mnie, gdy leże na hamaku na dachu pijąc najtańszy rum albo piwo, które jeszcze przed sekundą wyjęte z lodówki było zimne i gazowane, a teraz nie posiada już żadnego z tych atrybutów. Mija mnie z tą melancholijną melodią a ja odkrywam w sobie upodobanie do życia w tym społeczeństwie znajdującym się w stanie swobodnego upadku. W społeczeństwie, które sprawia wrażenie jakby stanowiło zaprzeczenie tego słowa, nie miało fizycznego prawa istnieć. A jednak jest, i będzie. I nie straszny mu upadek do ludzkiego szamba. Wstanie, otrzepie się i rozmnoży. Kolejne dziecko zostanie matką. I tak dalej.

3 komentarze:

  1. http://wyborcza.biz/biznes/55,101716,8398282,,,,8398295.html
    Myślę, że on za tym stoi.
    Żeby mieć na klamki w kształcie bananów i buty w kształcie bananów.

    OdpowiedzUsuń