wtorek, 18 stycznia 2011

W ramach spóźnionego prologu.

Wiele przypadków, zbiegów okoliczności a czasami konsekwentie realizowanych zidiociałych planów doprowadziło mnie do miejsca w którym obecnie jestem. Jakieś nieudane miłostki, niepowodzenia życiowe, rutyna, wszechogarniająca nuda. Niepotrafiłem odnaleźć się w tym co mnie otacza, przystosować się. Czułem zmęczenie tym co robie i brakiem perspektyw stojących przedemną. Wreszcie czułem przeraźliwą potrzebe zmiany otoczenia, poobcowania choć przez chwilę z czymś nowym, nieznanym. Potrzebę przygody. Zew podróży, wędrówki jak w powieściach awanturniczo przygodowych. Jakieś takie wewnętrzne pierdolenie, po prostu chciało mi się rzygać na myśl o spędzeniu kolejnych kilku tygodni, miesięcy, lat w tym samym miejscu, z tymi samymi ludźmi, zachlewając się tym samym paskudnym piwem, które powoduje okrutnego kaca jak nic innego na świecie.

Wspomnienie tej nędznej doczesnej egzystencji uleglo nieoczekiwanej zmianie, za sprawą jakże nieoczekiwanych słów, w jakże nieoczekiwanym momencie, tuż przed moim wyjazdem.

Łukasz, czy chciałbyś się ze mną kochać? Spytałaś gdy leżeliśmy u ciebie w łóżku. I nieważne, co było potem, bo nie było nic. Byłem tak napierdolony, że ledwo widziałem na oczy. Jasne, że chciałem, bardzo. Ale po raz kolejny przegrałem sam ze sobą. Ale to nieważne. Bo to były najładniejsze słowa jakie w życiu usłyszałem. Ich siła była równie wielka jak moc alkoholu który krążył w mej krwi. Zniszczyły mnie absolutnie. Rozłożyły na łopatki jak zabójczy sierpowy. Dziękuję ci za dobre wspomnienie Warszawy na czas tropikalnych wojaży. To naprawde dużo dla mnie znaczy. Serio.

To nie jest tak, że nie mam innych dobrych wspomnień z Warszawy, jasne że mam. Mnóstwo. Nie czujcie się więc urażeni. To konkretne po prostu zrobiło na mnie duże wrażenie, no i umówmy się, pasuje do mojej upadło-bezniadziejne romantyczno, melo - dramatycznej mitologi. (ten dopisek powstał w ramach złamania zasady decorum, żeby zbyt ckliwie nie było bo się wstydzę mówić o uczuciach i jestem cynicznym sukinsynem, co nie?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz