Buenas tardes powiedziała pani sprzedająca pożółkłe kurczaki na straganie obok przystanku autobusowego. Buenas! odpowiedziałem i uśmiechnąłem się. Idąc przez most uśmiechnęły się do mnie jakieś uczennice w mundurkach szkolnych, odwzajemniłem uśmiech. Przejeżdżający obok samochód zatrąbił a ze środka ktoś mi pomachał. Odmachałem. Hola! powiedziały dwie dziewczyny które mijałem pod apteką. Były naprawdę ładne. Hola! odpowiedziałem, znów się uśmiechnąłem i nawet pomachałem ręką. Jedna z dziewczyn się zawstydziła, zwiesiła wzrok i przyspieszyła kroku. Ja szedłem dalej. W Comisariato na rogu kupowałem piwo i szlugi. I znowu usłyszałem Buenas tardes, como estas? Popatrzylem z lekkim zaskoczeniem Bien, gracias y tú? Wyszedłem z zakupami. Z mijającego motoru ktoś zawołał Hola Luca! Niezdążyłem odpowiedzieć więc tylko pomachałem za pędzącym jednośladem. Kolejny samochód i znów ktoś mnie pozdrawia. Pod jakąś obskurną jadłodajnią siedzi chłopaczek na plastikowym krześle. Hello zaczął nieśmiało. Gdy spojrzałem w jego stronę, zachęcony kontynuował I’m Jose Luis Fernandez. Hello you. Paląc papierosa uśmiechnąłem się po raz kolejny Hola! My name is Lukas. Nice to meet you! Chłopak wyszczerzył szczerbaty uśmiech i podekscytowany zaczął coś wykrzikiwać do swojego kumpla. Poszedłem dalej. Jeszcze niedawno chodząc po tych obszczanych uliczkach słyszałem tylko Ey, maricón! albo w najlepszym wypadku Gringo, dame la plata! Gringo, dame dos dolares. Gringo to, Gringo tamto... Skąd ta nagła zmiana i miłość do bliźniego? Stałem się swoim obcym? Ciągle spoza ale jednak kimś znajomym? Niesądze, obawiam się, że jeszcze się nasłucham obelg pod swoim adresem. Ale póki co ide, jaram szluga i się napawam nie wiadomo kurwa czym. Que chevere!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz