No dobra, sprzedam wam teraz pomysł jak podróżować za darmo po Ekwadorze.
90%, a może nawet i więcej całego transportu osobowego w Ekwadorze odbywa się za pośrednictwem autobusów. Kolej w zasadzie nie egzystuje, samoloty są zbyt drogie dla zwykłych ludzi. Autobusy. Jeżdzą wszędzie, dojeżdzają do każdej niemalże, nawet najbardziej zapadłej wioski w górach. Jeżdżą prawie całą dobe i prawie o każdej porze dnia i nocy, bez względu na dzień tygodnia, są pełne. Do autobusów co chwile wsiadają handlarze żarciem, napojami, owocami, albo jakimiś duperelami. Ludzie znużeni i znudzeni podróżą chętnie od nich kupują, bez względu czy to akurat smażona skóra wieprzowa czy też krem na podagre. Handlarze przejadą w ten sposób pare kilometrów i wysiadają.
Na tym opiera się plan darmowych podróży. Wymyśl sobie handelek, lepiej jakiś lekki. Żadne smażone żarcie, bo wtedy musisz kursować co jakiś czas do swojej bazy matki po więcej jedzenia. Ci skurwiele naprawde kupują i żrą te paskudztwa! Autobusy cuchną starym olejem! Jeżeli więc tylko chcesz sobie pojeździć wahadłowo w te i we wte, spoko, inwestuj w garkuchnie, znajdź wspólnika, który będzie na niej przygotowywał potrawy, a ty, pognasz ku przygodzie. W te i we wte.
Z tego samego powodu odpadają napoje. Nikt nie kupi ciepłej wody albo Inca Coli. Potrzebny by ci był ciągły dostęp do lodówki. No i butelki zajmują miejsce, a jak się dowiesz później, jest to bardzo ważny czynnik w całym przedsięwzięciu!
Ale nam nie o to chodzi. Mowa o podróży z punktu A do punktu B i dalej, ku nieznanemu. Przedstawię wam teraz kilka pomysłów na to co, w takim przypadku będzie najlepszym wyborem do naszej akwizycyjnej kariery.
Po pierwsze, cukierki lub gumy do żucia. Kupujesz kilka opakowań różnych gum i/lub cukierków. No i jazda, reklamujesz jak wlezie. Najlepiej przygotuj sobie z grubsza za wczasu gadkę, wymieniaj smaki słodyczy, używaj dużo zdrobnień, podkreślaj jakie są pyszne i, że smakują jak domowe, albo, że przypominają smak dzieciństwa. Skłam, że mają witaminę C i, że robią dobrze na zęby. Latynosi kochają słodycze Pozsotałe techniki sprzedaży są identyczne dla wszystkich produktów, więc zajmę się nimi później.
Po drugie, herbatki ziołowe. Latynosi wierzą ciągle w uzdrawiającą moc naparów ziołowych, w autobusach często zdarzają się wędrujący znachorzy sprzedający leki ziołowe na wszystko. Ty też możesz zostać jednym z nich. Ale w tym przypadku musisz się przygotować jeszcze przed przybyciem do Ekwadoru. Kup dużo różnego rodzaju herbatek w torebkach, niewazne jakich, byle miały napisy w nieznanych dla nich językach, im bardziej egzotyczny z lokalnego punktu widzenia tym lepiej. Języki wschodnio europejskie sa tu jak ulał, ale uważał bym z ruskim, bo to nigdy nie wiadomo, anóż ktoś stuidował okrętnictwo gdzieś w ZSSR i cię zdemaskuje. A wtedy lincz gotowy! Zatem na przykład kupujesz mięte, melise i szałwie w sklepie spożywczym w Warszawie, płacisz grosze, waży to to niewiele. A przecież możesz sprzedawać na sztuki, po torebeczce. No i znów jak w poprzednim przypadku musisz mieć gadane. Tym razem wspominasz, że o to tajemnicze zioło z odległego kraju, odkryte przez tamtejszych naukowców. Teraz przyjechałeś aż do dalekiego Ekwadoru, by w imię Jezusa Chrystusa, w imię miłości do bliźniego, pokazać je wszystkim w tym o to autobusie Cooperativy Ventanas. I dalej wciskasz kit. Opowiadasz na co pomaga ten tajemniczy preparat (najpopularniejsze sa te pomagające na wszystko!). Podkreślasz rolę naukowców, liczne badania naukowe. Tradycyjne preparaty też są popularne, ale te także warto podeprzeć wynikami badań klinicznych.
Kolejnym pomysłem mogą być szczoteczki do zębów. W te zaopatrzymy się na miejscu, w każdym supermarkecie. Kupuj lokalne marki, są beznadziejne ale tanie. Niewiem po co komu szczoteczka do zębów w autobusie, może żeby podłubać w zębach po żarciu, ale naprawdę widziałem ludzi handlującyh tym szajsem i widziałem też frajerów, którzy to kupują. Zatem kupujesz naręcze szczoteczek i dajesz przed siebie. Zakładam, że jesteś typowym gringo, nie koneicznie niebieskookim blondynem o jasnej karnacji, ale, że rzucasz się w oczy i wyróżniasz z tłumu latynosów. Jeśli tak, to jest duża szansa, że wykupią od ciebie towar na pniu. Lokalna mądrość ludowa mówi, że gringo wie co dobre. Jeżeli jesteś do tego dziewczyną, kupią od ciebie wszystko, dosłownie wszystko. Wtedy ten kraj jest twój, z tym, że będzie to męcząca podróż, połączona z ciągłym pogwizdywaniem i podszczypywaniem (w najlepszych przypadkach).
To tylko kilka pomysłów na towar, tak naprawdę możesz sprzedawać wszystko. Pirackie dvd, losy na loterie, długopisy, flamastry. Nieważne czy coś od ciebie kupią (chociaż to dobry dodatek do twojego budżetu). Ważne by przez chwile chociaż podjechać przed siebie!
Czas opowiedzieć jak powinna wyglądać prawidłowa sprzedaż.
Po wstępnej przemowie, która zawsze odbywa się na przedzie autobusu i która winna się zaczynać słowami Señores pasajeros! / Señores compañeros lub coś w ten deseń. Żeby było miło ale nie zbyt spouchwale. Rozumiesz. Mówiąc prezentujemy sprzedawany towar, unosimy go lekko do góry i wyciągamy trochę przed siebie. Obracamy nim w powietrzu, prezentujemy z każdej strony. Nie przestajemy mówić! Gdy skończymy gadkę rozpoczynamy przemarsz po autobusie. Wolnym krokiem idziemy wzdłuż wszystkich rzędów foteli, wyciągamy z plecaka/torby po jednej sztuce sprzedawanego przez nas fanta i wręczamy go każdemy pasażerowi. Jeżeli nie reagują kładziemy im na nodze lub ręce. Jeżeli powiedzą Gracias, pokręcą głową, lub w inny sposób dadzą nam znać, że nie są zainteresowani, wtedy idziemy dalej. Rozkładając towar nie musimy dużo mówić, dajmy im czas na przemyślenia. Gdy dojdziemy do końca, wracamy na początek. Czekamy chwilę i znów zaczynamy gadać. Gadając rozpoczynamy kolejny przemarsz, tym razem zbierając nasze dobra. Wtedy też mogą nastąpić ewentualne tranzakcje. Jeżeli rozegramy to wszystko odpowiednio dobrze, możemy i zarobić i przejechać spory dystans. Im dłużej gadasz tym dłużej jedziesz. To aż tak proste!
Co oczywiste trzeba pamiętać, żeby łapać autobusy jadące z grubsza w naszym kierunku, lepiej takie między kantonalne, nie opłaca się wsiadać do tych operujących na krótkich trasach. Jest w nich za gorąco i ciasno. Może się zdarzyć tak, że do upragnionego celu przyjdzie ci dotrzeć bardzo okrężną drogą. No ale nie po to przyjechałeś na drugi koniec świata, żeby oglądać tylko utarte szlaki. Nie sądzisz?
100% operujących w Ekwadorze autobusowych handlarzy to ludność lokalna. Zwykle znają się z kierowcami i z innymi handlarzami. Może się zdarzyć tak, że szofer wyczuje twoje zamiary i przyjdzie ci trochę poczekać zanim ktoś cię zabierze. Czasami możesz się spotkać z nieprzychylnością innych członków tej kasty. Jednak to element tej gry! Kto nie handluje, nie jedzie.
Kolejną ważną rzeczą jest mały bagaż. Nie możesz podróżować z dużym plecakiem, walizka też nie jest wskazana. Po pierwsze w autobusach jest ciasno, kierowca nie wpuści cię do zatłoczonego pojazdu z wielkimi tobołami. Po drugie będzie to podejrzany widok, sprzedawcy mają co najwyżej mały plecaczek. I tobie też to poelcam.
Z pewnością nie jest to najszybszy sposób podróżowania, ale możesz zaoszczędzić trochę kasy, a nawet zarobić, możesz to potem przepić, a to zawsze miła perspektywa.
Z drugiej str ony widziałem handlarzy przemieszczających się szybciej niż autobus, którym sam podrożowałem. Widziałem go w Guayaquill, wysiadł po chwili, a półtorej godziny później ten sam człowiek biegał już między autobusami w Babahoyo. Wyprzedził nas, niewiem jak.
Aha, w większości miejscowości są hotele, więc jak się zmęczysz w nocy jazdą, możesz się przekimać. Są też motele, dużo tanśze, działające na godziny. Ale to takie bardziej burdele niż schronienia dla strudzonych wędrowców, zatem uważajcie.
Jeszcze jedno, jeżeli wam się powiedzie to dajcie mi koniecznie znać. Jest to tekst jedynie teoretyczny. Wymyśliłem to nudząc się w autobusach, ale myślę, że to wykonalne. Za podróż płacę zwykle dwa i pół dolara, a pozatym nie lubię publicznych wystąpień.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz