Mam już kupiony bilet powrotny, niedługo zacznę się pakować. Czasami czułem jakby czas stał w miejscu ale w sumie, to szybko minęło. Pół roku w Ekwadorze, brzmi absurdalnie. Pół roku w zapadłej dziurze w której psy nigdy nie merdają ogonami a zimne piwo kosztuje dolara. Przez te pół roku wypiłem dużo tego piwa. Zwiedziłem prawie cały kraj, widziałem większość tego co powinien zobaczyć każdy turysta. Ale po takim czasie nie jest się już turystą. Z drugiej strony nie jestem niczym więcej. Wszyscy mnie tu znają, ale nadal jestem przecież obcy, wołają za mną z imienia na ulicy, jestem udomowionym, oswojonym obcym. Za tydzień wrócę do Warszawy i też będę czuł się obco przez moment. Pobędę tam dłuższą chwilę, to uczucie minie i zachce się rzygać.
Poznałem wiele osób, ale z nikim nie nawiązałem bliższych relacji, nie zaprzyjaźniłem się, to nie w moim stylu. Jestem jednoosobowym podziemiem. I’m a loner Dottie. A rebel. Buntownikiem bez powodu i bez żadnego celu.
Lubię siedzieć z boku i obserwować. Tak jak wczoraj w dyskotece El Kapitan, piłem piwo i się gapiłem na te wszystkie durne dziewczyny, na ich dupy i na cycki w zasadzie tylko. Na ich jeszcze durniejszych facetów starałem sie nie gapić, nic nie warte gnojki. Piłem piwo i się pociłem. Nie tańczę. Obserwuję. Z głośników leciala ta wstrętna latynoska muzyka, tańczące pary stoją przed lustrami wiszącymi na ścianach dyskoteki El Kapitan i udają że się pierdolą. Atmosfera przepełniona sexem, odświeżaczem powietrza i potem skraplającym się z sufitu, bo klimatyzacja wysiadła. Plamy pod pachami. Dopiłem siódme piwo, kupiłem papierosa i wyszedłem. Starczy obserwacji na jeden wieczór. Niech się pierdolą.
Przez te pół roku starałem się codziennie rano robić gimnastykę, co nie było zawsze proste, bo kac w tropiku bywa kurewsko męczący. Jednak walczyłem ze słabościami, robiłem pompki i przysiady. Miałem plan codziennie pisać, codziennie minimum trzy tysiące znaków. Nie zawsze się udawało, czasem brakowało słów a czasem wychodziło bez sensu. Najczęściej brakowało piwa. Dlaczego do kurwy nędzy zawsze brakuje piwa? Chciałem dużo czytać, zabrałem Hłaske i Bukowskiego, Marka Twaina i coś tam jeszcze. Przeczytałem niewiele.
Przez większość czasu leżałem na łóżku w małym pokoiku, pocąc się i zastanawiając co jest na zewnątrz.
Jasio Kapela powiedział kiedyś, że inteligentni ludzie podrużują tylko w wyobraźni. Jasio Kapela napisał raz za mnie klasówkę z filozofi w liceum, ale to nieważne. Z pewnością nie nazwał bym siebie inteligentem. Lubię podróżować. Nienawidzę plaży, nie chodzę po górach, nudzą mnie muzea, nie fascynują zabytki ale na prawdę lubię podróżować. Lubię obserwować ludzi, takich zwykłych, ich zwykłe życie i ich zwykłe, nudne zajęcia. Nie jestem turystą, chociaż ciężko mi do końca odpowiedzieć na pytanie, kim jestem i co robię w Ekwadorze. Żyję, chwilowo to jest mój dom. Trochę pracuję. Takie tam.
Nikogo nie nauczam, sam się uczę, bo podróże podobno kształcą. Nie opanowałem zbyt dobrze hiszpańskiego, ale zdobyłem kilka nowych umiejętności, trochę się dowiedziałem o sobie i o ludziach. Nie wpiszę tego do cv, ale może się przyda.
Wędrowny umysł pcha mnie w nieznane, nie pozwala się odnaleźć, usiedzieć na miejscu. Tata czytał mi przed snem książki przygodowe gdy byłem małym dzieckiem. Widocznie zadziałały jak zaraza, zainfekowały mi duszę i serce, opanowały myśli. I teraz cierpię na ten piekielny weltszmerc. Tata jest wszystkiemu winien, że mi się tak nie układa. Jestem mu za to wdzięczny.
Nie mogę zasnąć. Mam kaca, piję piwo, słucham tang Fogga i oglądam mapy. Chciałbym znów pojechać do San Francisco (zawsze fascynowały mnie te hiszpańskie nazwy miast w Californi, są najpiękniejsze na świecie). Chciałbym znów pojeździć tymi tramwajami, pospacerować na haju z butelką bourbona zawiniętą w papierową torebkę. Chciałbym zobaczyć Machu Picchu. To prawda, niby nie lubię oglądać zabytków ale fascynują mnie upadłe cywilizacje. Chciałbym zobaczyć pola śmierci w Kambodży. Chciałbym kupić wódkę w arabskim kraju. Znów palić papierosy leżąc na barce w Kopenhadze. Obserwować.
Już za długo jestem w Ekwadorze.
Już mam dosyć.
Już mi znowu źle.
Piszę to więc i znów się upijam.
Zwięźle.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz