Dowiedziałem się niedawno, że mój przyjaciel z Warszawy podciął sobie żyły. Żyje, znaczy chyba żyje. Nie jestem pewny.
Próbuję napisać do niego list, ale nie potrafię. Jestem gdzieś tak absurdalnie daleko, a on jest jeszcze dalej.
Wszystko, co napiszę brzmi tak straszliwie głupio, każde słowo to pierdolony banał, w który sam nie wierzę i z pewnością nie uwierzył bym będąc na jego miejscu i wyśmiał bym i wysłał do czorta każdego kto by się tak do mnie zwrócił. Nigdy nie przypuszczałem, że będę musiał kiedyś taki list napisać. Serdeczne pozdrowienia z Ekwadoru przesyła Łukasz. Pogoda dopisuje, dużo zwiedzam i dobrze się bawię. Takie listy wysyła się znajomym z tropikalnych wojaży.
Chciałbym mu powiedzieć prosto w twarz jakim jest kretynem, że to zrobił. Chciałbym pierdolnąć go w pysk. A potem usiąść i napić się z nim wódki.
Warszawa jest toksyczna i pełna zła, które się w niej gromadziło przez wieki. Co jakiś czas potrzebuje ofiar. Ja jej uciekłem i boję się wracać. Potrafi doprowadzić do szaleństwa, bardziej niż bezsenne gorące, tropikalne noce.
Musisz wyjechać, bo oszalejesz! Miejski rozkład trwa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz