piątek, 13 maja 2011

Na pokuszenie

Mleczno biale szklane drzwi kusiły mnie już od paru dni. Ilekroć przechodziłem obok, próbowałem dojrzeć co się dzieje wewnątrz. Zapuszczona witryna nie pozwalała dojrzeć wnętrza. Parę razy przystawałem przy drzwiach wstrzymując oddech, wytężając wzrok i słuch. Na daremno, ze środka nie dochodziły żadne odgłosy, żadne obrazki. Kilkakrotnie widziałem mężczyzn wchodzących do środka, zwykle w podłych humorach, poddenerwowanych. Wychodząc byli uśmiechnięci i zrelaksowani, jakby młodsi.
-Muszę tam pójść, chcę zobaczyć jak to jest! Podekscytowany zwierzałem się pijąc zimną już kawę.
-No ale co w tym takiego niezwykłego, pozatym, że będziesz musiał zapłacić. Co to za przyjemność...
-To jedno z tych prawdziwie męskich przeżyc, których ty nigdy nie zrozumiesz, a ja chciałbym doświadczyć.
-A co jak złapiesz jakąś chorobę? To też będzie takie męskie?
-Po to się szczepiłem, żeby niczego nie złapać. Pozatym to część tej gry!
-Dobra, to idź i nie denerwuj mnie tym gadaniem.
-No bo jednak trochę się stresuję, ja nigdy...
-Idź! Krzyknęła Barbara. Idź!
Dopiłem kawę, wstałem. Wziąłem głęboki oddech i wyszedłem. Po chwili stanąłem przy mlecznych drzwiach. Zajrzałem do kieszeni, przeliczyłem dolary. Powinno starczyć. Drżącą ręką szarpnąlem za klamkę, odezwał sie drzwięk dzwonka oznajmiający pojawienie się klienta. Zebrawszy się na odwagę wszedłem do środka.
Wewnątrz było kilku starszych mężczyzn, siedzieli pod ścianą, czytali gazety. Byłem jedynym białym, więc zwracałem na siebie uwagę. Niewiedziałem co mam powiedzieć. Buenos dias wymamrotałem. Yo quiero...Hmm puedo tener? nie bardzo wiedziałem jak po hiszpańsku będzie to czego chcę, więc pokazałem na migi o co mi z grubsza chodzi. Najstarszy mężczyzna, z cieniutkim, czarnym wąsikiem nad wargą, palacy cygaro, popatrzył na mnie dobrotliwie, uśmiechnął się i ze zrozumieniem pokiwał głową. Skinięciem głowy wskazał mi fotel. Usiadłem. W lokalu byla tylko jedna kobieta, aktualnie zajęta klientem. Sprawnie się uwijała. Wyglądała na profesjonalistkę.
Chwilę pogadałem z facetem z wąsikiem, okazało się, że zarządzał tym przybytkiem już od kilkudziesięciu lat. Twierdził, że jego rodzina przybyla do Cuenci przed kilkuset latami, wraz z pierwszymi hiszpańskimi konkwistadorami. Sądząc po wyglądzie, mógł mówić prawdę. Na indianina zdecydowanie nie wyglądał. Mówiąc ani na chwilę nie wyjął cygara z ust.

Nadeszła moja kolej. Teraz już nie było odwrotu. Podszedłem do dziewczyny, która sprzątała stanowisko pracy po poprzednim kliencie. Grzecznie sie przywitałem, spojrzała na mnie chłodno. Posadziła mnie na fotelu. Zawołał ją facet z wąsikiem. Coś powiedział na ucho, poklepał  po tyłku. Gdy znów stała obok mnie, krzyknął jeszcze Sabes guapa, el es gringo. Ellos no tienen estos servicios poczym głośno się roześmiał. Po chwili śmiech zamienił się w obrzydliwe charczenie. Stary wyjął cygaro i splunął na podłogę.

Siedziałem nieruchomo na fotelu czekając aż dziewczyna się mną zajmie. Czułem się nie swojo podczas gdy ona krzątała się dookoła przygotowywując wszystko. Co jakiś czas z zawodowym znastwem dotykała mojej twarzy. W końcu uśmiechnęła się, zdjęła mi okulary i odchyliła fotel do pozycji prawie leżącej. Serce zaczęło bić mocniej, oddech zrobił się nie równy. Na twarzy położyła mi gorący, wilgotny ręcznik, który kiedyś był biały, a obecnie bliżej mu było do ciemnego odcienia szarości. Pomyślałem, że ostatnią rzeczą na świecie jakiej porządam jest ta brudna ściera dotykająca mojej twarzy. Jednak nie mialem wyjścia. Sam się na to dobrowolnie zgodziłem. 

Leżełem tak chwilę, nic niewidząc, z ciepłym okładem na twarzy. Niepokój ustępował. Oddech się wyrównywał. Zaczynało być naprawdę błogo.

W końcu zdjęła ręcznik, spojrzała na mnie i  uśmiechając się odezwała się po raz pierwszy Hacemos todo? Spytała.
Przełknąłem ślinę. A więc, zaraz się zacznie... muszę jej tylko odpowiedzieć na to ostatnie pytanie...
No, no todo. Solo barba, sin bigotes. Quiero tener los bigotes. Wybełkotałem zdławionym głosem, starając się mówić tak by nie slychać było, że jestem poddenerwowany.
Claro. Odpowiedziała i zabrała się do roboty.

Wzięła pędzel, zamoczyła go w białej pianie. I obficie namydliła mi twarz. Po kolei, policzki, podbródek, aż po gardło. Zostawiła mnie tak by mydło zmiękczyło zarost a sama chwyciła za brzytwę. Sprawnie ją naostrzyła. I, co prawda nie widziałem tego, bo stała za moimi plecami, ale chcę w to wierzyć, że tak właśnie było, następnie ją zdezyfekowała. Podeszła do mnie. Lewą ręką chwyciła mnie za czaszke. Delikatnie, ale jednocześnie mocno i bardzo zdecydowanie odchyliła moją głowę do tyłu, odsłaniając bezbronne gardło. Gdy pierwszy raz poczułem na szyi zimno stali przez ciało przeszedł potworny dreszcz przereażenia połączony jednocześnie z lekkim podnieceniem. Jeszcze nigdy w całym swoim życiu nie czułem się tak pierwotnie, jak wtedy gdy wprawnymi ruchami ręki zaczęła przesuwać chłodne ostrze brzytwy po mojej szyji. Stres minął. Co jakiś czas tylko mięśnie całego ciała napinały mi się, gdy poczułem, że gdzieś mnie zacięła. Ostra krawędź wrzynająca się na kilka zaledwie milimetrów, może ledwo na pół, sprawiała ból i powodowała krwawienie, zdawała się być niemalże morderczą gilotyną. Było to jednak na swój dziwaczny sposób całkiem przyjemne.

Po chwili było po wszystkim. Odłożyła brzytwę. Zatamowała i przemyła skaleczenia. Całą twarz zasypała talkiem. Malutkimi nożyczkami przystrzygła i wystylizowała wąsy. Podała okulary i lusterko. Spojrzałem. Zacięcia okazały się być ledwo widoczne. Po pół roku bez golenia dziwnie się teraz czułem perfekcyjnie gładki. Facet z wąsikiem cieszył się. Paląc kolejne cygaro spytał się czy teraz chcę ogolić nogi. Gracias, la próxima vez odpowiedziałem. Starzec się roześmiał. Ile płacę? Spytałem dziewczyny. Tres cincuenta. Wręczyłem jej 4 jedno dolarówki. Gracias guapa podziękowałem i wyszedłem. Byłem zadowolony jak jasna cholera. Trzy i pół dolara to nie wielka cena za przybliżenie mnie do celu, stania się wreszcie mężczyzną.

Wyglądasz teraz jak niemowlak. Powiedziała Barbara przeżuwając kolejne przesłodzone ciasto.  Duży niemowlak z wąsami. Poprawiła nabierając na widelec kolejny kęs. To ta twoja męska przygoda?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz