środa, 18 maja 2011

Hłasko




Brakowało mi czegoś, co pozwoliłoby mi zrozumieć jasno i czysto nasze łzy. Bo dziś wiem już, że często najbardziej kochamy tych ludzi, te sprawy i te rzeczy, od których bieg życia każe nam odchodzić- nieraz na zawsze.

A więc tak.

Widziałem odległe porty, tropikalne lasy, południowe wiatry owiewały mi twarz, znam obce języki, piłem piwa smakujące jak ciepłe szczyny. Jednak, czuję jakąś pustkę. Brakuje mi atmosfery warszawskiej ulicy, knajpy i draki. Brakuje mi poranków w nocnym autobusie, brakuje mi blondynek na ulicach, warszawskich brunetek też mi brakuje. Dopiero na obczyźnie to z człowieka wychodzi. Dopiero z dala od domu czuję się polakiem, bez wiadomości i gazet. Jak sie budzę nad Pacyfikiem i mi smutno bez powodu i wódki się chce. Wódki mi brakuje, żołądkowej albo luksusowej, smaku destylowanej ojczyzny. Brakuje mi tego pijaństwa i codziennych świeżych towarzyskich informacji w Bajce, nocnych libacji i zasypiania na barze w Planie. Spacerów mi brakuje nad Wisłą albo Mokotowską od Placu Zbawiciela w strone Nowego Światu. Brakuje mi tego, tak jak kiedyś z Rabanem i Kapelą biegaliśmy pijani po zajezdni kolejowej na Olszynce Grochowskiej, a potem sekundowałem im w bójce na śmierć i życie, z której obaj wyszli bez uszczerbku na zdrowiu. Brakuje mi nóżek w galarecie z octem i nerwów po przegranym kolejnym meczu. Pogapił bym się na samoloty lądujące na Okęciu, chociaż w Quito czy Guayaquil akurat na to narzekać nie można, ale też mi tego brakuje, tutaj to nie to samo. Brakuje mi awantur pod sklepami nocnymi i zapachu miasta po deszczu w maju, gdy późnym wieczorem pijemy wygazowane piwo z puszki w jakimś ciemnym parku. Stępając po kolonialnych uliczkach starówek upadłych imperiów brakuje mi warszawskiego bruku.
Brakowało mi zimy i narzekania na to, że ciągle pada, żeby nie zwariować narzekam, że jest za gorąco. Brakuje mi paru osób, z nie obecności kilku innych akurat się cieszę, ale staram się o nich zbyt wiele nie myśleć, bo nawet na to nie zasługują. Brakuje mi koncertów, Ozzy Osbourne grał miesiąc temu w Quito, ale chyba szkoda na to czasu i pieniędzy pozatym akurat byłem na południu, na wsi, w górach, było pięknie, sielsko. Nauczyłem się zabijać kury, byłem jurorem w regionalnym konkursie teatrów szkolnych, poznałem miłą i uroczą wiejską pielęgniarkę.

Niedługo pewno wrócę do Warszawy i po dwóch tygodniach znów okaże się, że to okrutnie nudne miasto. Okaże się, że to wszystko czego mi teraz brakuje, nie jest tak fascynujące jak we wspomnieniach.

Brakuje mi Warszawy. Kocham ją i nienawidzę. Nienawidzę, gdy w niej jestem, nienawidzę ludzi mijanych na ulicach, nienawidzę tych wszystkich znanych, nudnych tak, że aż się rzygać chce miejsc, knajp, ulic. Gdy jednak jestem daleko, kocham ją szalenie, brakuje mi jej strasznie, chciałbym w niej być, poczuć jej zapach, dotknąć.

Warszawa w której mieszkam jest nudna. Warszawa we wspomnieniach jest najlepszym miejscem na świecie. Odkryłem, że lubię za nia tęsknić. To o wiele milsze niż życie w niej. Wspomnienia.

Niedługo pewno wrócę i znów będę wkurwiony na wszystko i wszystkich, ogarnięty szałem. Będę dostawał ataku histerii w metrze albo w zatłoczonym barze. Znów będe upijał się do nieprzytomności.

Może znów będę musiał wyjechać, tak, to chyba lepiej działa w ten sposób. Lepiej nam się układa na odległość kochanie. Być może jesteśmy skazani na wieczną rozłąkę.

Wciąż brakuje mi czegoś, co pozwoliło by mi jasno i czysto to wszystko zrozumieć.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz