niedziela, 3 kwietnia 2011

boskie miłosierdzie

Czegokolwiek nie zaczął bym pisać, wsystko kojarzy mi się z pijaństwem, czegokolwiek bym nie zaplanował, wszystko kończy się na pijaństwie. Przestałem więc planować cokolwiek. Tu nic się nie dzieje. Po prostu piję co wieczór samotnie butelczyne wódki z trzciny cukrowej za 2 dolary. Mówią na to tutaj, w Ekwadorze caña albo puro. Mieszam ją z limonkami i cukrem. To zdaje się, w Brazylii nazywa się caipirinha. I tak wypierdalam przed snem kilka szlanek żeby móc zasnać w swoim 3 osobowym pokoju bez wiatraka bo murzyn mi zajebał. Murzyn jest ksiądzem. Nie używa go ale zabrał bo jest jego. Oto miłosierdzie. Więc piję by móc zasnąć. Na trzeźwo nie idzie zasnąć w tym upale. Po pijaku śpisz w kałuży potu, ale śpisz. Z dwojga złego to chyba lepsze niż bezsenność. Spanie w towarzystwie obcych osób też mnie przeraża, do tego alkohol też się przydaje, ażeby przełamać tę słabość, zwalczyć ją w sobie. Stanąć oko w oko z problemem i śpiącymi współlokatorami. Niech giną demony fobii wszelakich!
Nie piję po to żeby zapomnieć, bo wręcz przeciwnie, wszystko to co chciałbym odegnać po alkoholu wraca jeszcze natarczywiej. Chociaż i tak niewiele już pamiętam. Chyba więcej sobie sam wymyślam. Być może piję żeby poczuć trochę bajkowości, bo otaczająca mnie tropikalna rzeczywistość jest dosyć odrażająca i warto ją chyba podkoloryzować. Jedni w tym celu czytają Paolo Coelho, ja wlewam w siebie truciznę doprawioną cukrem trzcinowym i limonką. Z dwojga złego to chyba lepsze niż głupota.
Caña de Manabita penetruje zakamarki mojego umysłu, duszy i ciała. Przyjemnie ogłupia. Wyciska ze mnie siódme poty, jestem mokry przy każdym, najmniejszym nawet ruchu. Paruje ze mnie każdym porem ciała. Jednak, to niewielka cena za przespanie nocy znojnej. Gorącej. Długiej. Nudnej. To naprawdę symboliczna cena za pomoc w przeżyciu samotności w 3 osobowym pokoju.
Alkohol cudownie poprawia jakość życia  i potrafi magicznie skracać jego długość, co czasami może okazać się pozytywem. To wszystko za jedyne 2 amerykańskie, zielone dolary. Na wymiętych banknotach niezmiennie stoi motto In God we trust. Ja mu ufam, tylko mam inne zainteresowania. Ale serdecznie dziękuję za gorzałe. Thank you! Gracias! Ta butelczyna jest niczym mizerykordia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz